Co prawda pożaru osobiście nie gasiła, ale zawsze wspiera moralnie strażaków. Zna się na wozach strażackich. Z przyjemnością zakłada mundur.
Irena Petryna, członek prezydium Zarządu Wojewódzkiego Ochotniczych Straży Pożarnych, opowiedziała nam historię świętego Floriana, patrona strażaków, który ma swoje święto 4 maja.
Święty Florian żył około 280 roku. Jego młodość zbiegła się z nasileniem prześladowań chrześcijan. Będąc gorliwym wyznawcą, trafił w ręce namiestnika cesarza rzymskiego. Wrzucono go do wody z kamieniem u szyi.
Po latach relikwie świętego trafiły do jednego z kościołów koło Krakowa. Pewnego dnia świątynię ogarnął pożar. Nim przystąpiono do ratunku, ogień sam wygasł. Stąd ten patronat. 4 maja przypada Floriana.
Irena Petryna urodziła się w Prażmowie pod Giżyckiem, w rodzinie chłopskiej. Remiza strażacka stała w pobliskiej Szymonce, gdzie chodziła do szkoły. Wśród strażaków ochotników nie brakło też chłopaków z Prażmowa.
Kiedy wyła syrena, książki szły w kąt i dzieciaki rzucały się do okien.
- Syrena wzbudzała zawsze na wsi nieokreślony lęk i mobilizację do pomocy. Czy to była płonąca chałupa, czy tylko sterta siana – mówi.
Szkołę podstawową Irena Petryna skończyła w Szymonce. Obok leżą jeziora, z których strażacy czerpali wodę do gaszenia pożaru. Sentyment do tej części Mazur pozostał. Kiedy ma okazję, Irena Petryna odwiedza rodzinne strony. W tym tygodniu była na przeglądzie kapel w Miłkach.
Skończyła Liceum Pedagogiczne w Bartoszycach. Pierwszą ze szkół, w której się zatrudniła, była podstawówka w Giławach na Warmii.
- Remiza strażacka stała na górce – wspomina. – Do wyróżniającej się w gminie giławskiej OSP należeli niemal wszyscy dorośli mężczyźni. Straż miała drużynę młodzieżową, w której było kilka dziewcząt – wspomina.
Strażacy nie tylko gasili pożary. Pomagali przy drobnych remontach w szkole, organizowali zabawy.
Tej remizy w Giławach już nie ma. W pomieszczeniu, gdzie stał wóz bojowy, jest teraz jakiś magazyn. Kiedy w oddali dobiega głos syreny, weteranom straży błyszczą oczy.
Po Giławach były Klewki, a następnie szkoła w Waplewie. W tej miejscowości Irena Petryna jako dyrektorka podstawówki, a zarazem poseł na Sejm, wybudowała nową szkołę i salę gimnastyczną.
- Było jak za dawnych czasów, znowu pomagali strażacy – mówi pani Irena. – Kiedy urządzaliśmy otwarcie, zameldowali się w mundurach. W rewanżu zadeklarowałam pomoc olsztyneckiej straży.
- W Sejmie z grupą innych posłów stworzyliśmy strażackie lobby. To nasza zasługa, że uchwalono zerową stawkę VAT na sprzęt strażacki. Udało się też nam znowelizować ustawę o ochronie przeciwpożarowej.
Dzięki zabiegom pani poseł, wojewody i strażaków kilka jednostek otrzymało nowe wozy bojowe i samochody ratownictwa drogowego. Sobie osobiście przypisuje, że mimo różnych przeszkód, udało jej się uzyskać u komendanta głównego PSP środki na budowę strażnicy w Mrągowie. Stąd w klapę odświętnego munduru pani Ireny wpięte jest od niedawna wysokie odznaczenie: Złota Odznaka Zasłużonego dla Ochrony Przeciwpożarowej.
- Uwielbiam strażackie orkiestry dęte – deklaruje Irena Petryna.
W regionie jest tych orkiestr z pięć albo sześć. Największe grają w Płośnicy i Turznicy. Wszystkie spotykają się na wojewódzkim przeglądach w Lidzbarku Warmińskim. Na koncertach nie może zabraknąć Ireny Petryny w mundurze. W orkiestrze strażackiej w Turznicy ma nawet swoją trąbkę.
Autor artykułu: Władysław Katarzyński